Razem z moim kolega Wojtkiem wybraliśmy się na kilkudniową zasiadkę, nad piękne jezioro Tuszynek. Zaproszenie dostałem od Krystiana Grochowskiego za które mu bardzo dziękuje.

 

Wielokrotnie słyszałem o tej pięknej wodzie oraz o pięknych karpiach, które tam pływają. Zmotywowało mnie to bardziej do skrupulatnego przygotowania się. Po wykonaniu paru telefonów i zasięgnięciu większej wiedzy na temat tej wody zabrałem się do przygotowania sprzętu.

 

Nadszedł ten upragniony dzień - czwartek. Poranek minął na zapakowaniu auta i ogarnięciu się. W drodze nad wodę układałem już sobie taktykę w głowie. Droga minęła bez większych utrudnień, oczywiście oprócz korków. Po dotarciu nad wodę byłem już bardzo zadowolony. Spodobało mi się to łowisko, jest pięknie usytuowane w środku samego lasu. Oczywiście na samym początku utrudniliśmy sobie trochę życie i rozpakowaliśmy się przy stanowisku numer 1 i musieliśmy wszystkie graty przenieść na nasze stanowisko, które mieliśmy zarezerwowane a było nim stanowisko numer 2.

 

Upłynęło kilka godzin na przygotowanie całego obozowiska, sondowaniu dna i zastawieniu pułapek w wodzie. Moja taktyka wyglądała następująco: na pierwszym zestawie założyłem bałwanka Gold Squid z MaxCarpia, na drugim również bałwanka lecz o smaku Liver drug z Maxa, który przyniósł mi nowe PB. Na ostatnim, trzecim zestawie założyłem orzeszki tygrysie podpięte sztuczną kukurydzą, który wywiozłem w sam środek lilii wodnych. Na zestaw sypałem trzy garści kulek oraz małą garść orzechów tygrysich. Na pierwsze piki musieliśmy poczekać do około godziny 23, lecz one nie przyniosły nam żadnej ryby. Pierwsze konkretne branie było u Wojtka, w połowie holu odezwał się mój sygnalizator i w ten sposób wylądowały 2 karpie na macie w tym samym czasie. Mój karp ważył równe 14 kilo, a mojego kolegi o cały kilogram więcej. Po krótkiej sesji rybki wróciły do wody. Razem z Wojtkiem stwierdziliśmy, że nie wywozimy zestawów, aby nie płoszyć ryb z naszych nęconych miejsc. Mieliśmy jeszcze tam 2 zestawy, które czekały na karpie. Po godzinie okazało się, że to był dobry pomysł, moja centralka odezwała się (pik), po spojrzeniu na nią usłyszałem drugie (pik), postanowiłem wstać i podejść do wędek żeby sprawdzić co się dzieje. Branie było tak delikatne, że sygnalizator prawie nie reagował, a swinger delikatnie unosił się i opadał. Postanowiłem to zaciąć, kontakt z rybą nawiązałem po dłuższej chwili, po zachowaniu ryby oraz po sposobie jej walki wyczułem ze mam coś większego na końcu zestawu. Hol ryby był bardzo długi lecz spokojny, w trakcje holu Wojtek doczekał się też konkretnego odjazdu i w ten sposób znowu na macie wylądowały dwa karpie. Gdy go zobaczyłem w podbieraku wiedziałem już, że ma 20+ 

 

Waga pokazała równe 21,5 kg, z radości krzyknąłem: jest, jest, jessst.

 

Z taką informacją musiałem zadzwonić od razu do Krystka i powiedzieć mu co leży w mojej kołysce. Rybę włożyliśmy do worka i poczekaliśmy do rana na sesje zdjęciową. Wracając do drugiej ryby Wojtka, okazała się, że tez jest ładną rybką, która ważyła 13,5 kg. Rano obudził nas Krystian, który przyjechał na stanowisko obok. Chwile pogadaliśmy, poczekaliśmy aż trochę wyjdzie słońce, aby porobić fotki mojemu pięknemu, nocnemu przeciwnikowi

 

Niestety lub stety były to wszystkie ryby, które złapaliśmy na tej zasiadce. Resztę dni spędziliśmy na miłych rozmowach z Krystianem oraz Bartkiem przy wykwintnych trunkach. W nocy z piątku na sobotę zahaczyła nas okropna burza, która wyrządziła dużo szkód na terenie Polski i nie tylko. Na szczęście nikomu nad wodą nic się nie stało. Przyszła niedziela a wraz z nią czas na pakowanie. Niestety to był już koniec naszej zasiadki na Tuszynku. Postanowiłem sobie, że w przyszłym roku odwiedzę tą wodę i wygospodaruje sobie na nią więcej dni.

 

Pozdrawiam

Filip

 

 

Script logo